Wschód księżyca
Żeńcy idą od pola wieczorem,
Z głośnym śpiewem wędrują w gromadzie
I śpiewając przystają przed dworem,
Co zatonął cały w winogradzie.
Świerszcze strzygą i żaby rechocą,
Tarcz miesiąca powstaje w czerwieni,
Ogród mocniej zapachniał przed nocą
Wonią wczesnej pogodnej jesieni.
Ten chór nocy łagodnie daleki
Duszę dziwną ukaja harmonią;
Jakby dotąd tęskniła przez wieki
Za tą pieśnią, księżycem i wonią...
Jakby teraz zebrała swe plony
I wracała w dom by przodownica.
Śni sen szczęścia, swój sen niewyśniony
Popod wschodem krwawego księżyca.
Żeńcy idą od pola wieczorem,
Z głośnym śpiewem wędrują w gromadzie
I śpiewając przystają przed dworem,
Co zatonął cały w winogradzie.
Świerszcze strzygą i żaby rechocą,
Tarcz miesiąca powstaje w czerwieni,
Ogród mocniej zapachniał przed nocą
Wonią wczesnej pogodnej jesieni.
Ten chór nocy łagodnie daleki
Duszę dziwną ukaja harmonią;
Jakby dotąd tęskniła przez wieki
Za tą pieśnią, księżycem i wonią...
Jakby teraz zebrała swe plony
I wracała w dom by przodownica.
Śni sen szczęścia, swój sen niewyśniony
Popod wschodem krwawego księżyca.
0 komentarze:
Prześlij komentarz