Fantasmagoria
W swojej sypialni urocza dama ze sfer całkiem bogatych,
Podziwiając swe piękno, zgrabną szyję ozdobiła lisim szalem.
W złociste loczki wplotła pióra z kruków garbatych,
A kościane kolczyki, są jej egzotycznym koralem.
Jednak po kwadransie już znudzona lustrzanym widokiem,
Bogata panna zapragnęła się ujrzeć w wodnym odbiciu.
Wnet porcelanową misę pokryła oliwnym sokiem,
I własnym powabem zachwiała się w narcystycznym przepiciu.
Ale i to było skromne dla młodej szlachcianki,
Teraz wodnista ikona miała przemówić do pani.
W obłędnej próżności odkurzyła magiczne przesłanki,
I wszystkie swe zmysły zatopiła w urojonej otchłani.
Ze starej księgi ścisłe wybrała zaklęcia,
Blask zapalonych świec w gwieździstym układzie oświetlało jej głowę.
Srebrnym sztyletem w powietrzu nakreśliła łeb koźlęcia,
Wymawiając – Amen, ze strony odbicia usłyszała ludzką mowę.
Demoniczna zjawa złożyła pokłon swej hrabinie,
Widząc bawiącą się szalem, czule jej nuciła pochlebstwa.
Dostojna dama pogrążona w lustrzanej głębinie,
Podchmielona słowami fantoma, nie ujrzała piekielnego świadectwa.
Późna godzina zamroczyła umysł bogatego paniska,
Leniwe ziewnięcie wtłoczyło obłoczek pary do sypialni.
Z wody wyjrzało prawdziwe oblicze przywołanego diabliska,
Rechocząc donośnie, odsłania ponury repertuar z piekielnej kopalni.
Zatrwożona szlachcianka zanurzając dłonie w porcelanowym naczyniu,
Panicznie uderzając w czarci wizerunek, próbuje wypędzić demona.
Jednak obraz pchnięciem rozbity, formuje oblicze po brutalnym zduszeniu.
W tym nocnym przedstawianiu, główną role odegra wodnista ikona.
Zaproszona z czeluści, pazurami chapnęła zatopione ręce,
I astralnym łańcuchem skrępowała delikatne nadgarstki.
Grobowe milczenie przerwały uśpione szlochy zwierzęce,
Zaś sparaliżowana szlachcianka, zastygła w pozie artystki.
Serce próżnej panienki, pękało w marmurowym ciele.
Tylko nienasycone spojrzenie zostało mocniej wyostrzone.
Zatrzaskując powieki, zamykała obrazów tunele,
Wnet złowieszczego krakania usłyszała odgłosy stłumione.
Na rozkaz zjawy, wielkie ptaszysko ożyło w rudawej czuprynie.
Prostując czarne skrzydła, wyległo spod złocistych loczków.
Ostrymi szponami skalpując czaszkę, wykuło jałową pustynie.
I brodząc pazurem po głowie, wydziobało powieki znad oczków.
Purpurowa posoka z twarzy kobiety, pobudziła wypchanego futrzaka.
A głos z otchłani nakazał podejść do źródła ożywionej laleczce.
Demoniczna królowa magiczną formułą ochrzciła zwierzaka,
I drapiąc go po łbie, pouczała wskrzeszoną córeczkę.
Wzrok wygłodniałego lisa, prowadził ku pulsującej szyi szlachcianki.
Bestia wdrapując się po piersiach kobiety, wystawiła kły.
Kruczy dziób wyskrobał resztki z oczu hrabianki,
Zaś lisie zębiska, przerwały życiodajny cykl.
Śpiew z porcelanowej misy otulał gardła rozszarpywanie.
W ponurym odgłosie, ciało panienki bezwładnie zaścieliło posadzkę.
Trącone świeczniki, ogniem pokropiły kosztowne ubranie.
A radosne klaśnięcie demona, zamknęło piekielną schadzkę.
Dostojna dama zerwała się z przerażenia,
Jej pokój był w nienaruszonym stanie.
To tylko sen, nasze wspólne marzenia,
Jednak za oknem, usłyszała znajome krakanie..
W swojej sypialni urocza dama ze sfer całkiem bogatych,
Podziwiając swe piękno, zgrabną szyję ozdobiła lisim szalem.
W złociste loczki wplotła pióra z kruków garbatych,
A kościane kolczyki, są jej egzotycznym koralem.
Jednak po kwadransie już znudzona lustrzanym widokiem,
Bogata panna zapragnęła się ujrzeć w wodnym odbiciu.
Wnet porcelanową misę pokryła oliwnym sokiem,
I własnym powabem zachwiała się w narcystycznym przepiciu.
Ale i to było skromne dla młodej szlachcianki,
Teraz wodnista ikona miała przemówić do pani.
W obłędnej próżności odkurzyła magiczne przesłanki,
I wszystkie swe zmysły zatopiła w urojonej otchłani.
Ze starej księgi ścisłe wybrała zaklęcia,
Blask zapalonych świec w gwieździstym układzie oświetlało jej głowę.
Srebrnym sztyletem w powietrzu nakreśliła łeb koźlęcia,
Wymawiając – Amen, ze strony odbicia usłyszała ludzką mowę.
Demoniczna zjawa złożyła pokłon swej hrabinie,
Widząc bawiącą się szalem, czule jej nuciła pochlebstwa.
Dostojna dama pogrążona w lustrzanej głębinie,
Podchmielona słowami fantoma, nie ujrzała piekielnego świadectwa.
Późna godzina zamroczyła umysł bogatego paniska,
Leniwe ziewnięcie wtłoczyło obłoczek pary do sypialni.
Z wody wyjrzało prawdziwe oblicze przywołanego diabliska,
Rechocząc donośnie, odsłania ponury repertuar z piekielnej kopalni.
Zatrwożona szlachcianka zanurzając dłonie w porcelanowym naczyniu,
Panicznie uderzając w czarci wizerunek, próbuje wypędzić demona.
Jednak obraz pchnięciem rozbity, formuje oblicze po brutalnym zduszeniu.
W tym nocnym przedstawianiu, główną role odegra wodnista ikona.
Zaproszona z czeluści, pazurami chapnęła zatopione ręce,
I astralnym łańcuchem skrępowała delikatne nadgarstki.
Grobowe milczenie przerwały uśpione szlochy zwierzęce,
Zaś sparaliżowana szlachcianka, zastygła w pozie artystki.
Serce próżnej panienki, pękało w marmurowym ciele.
Tylko nienasycone spojrzenie zostało mocniej wyostrzone.
Zatrzaskując powieki, zamykała obrazów tunele,
Wnet złowieszczego krakania usłyszała odgłosy stłumione.
Na rozkaz zjawy, wielkie ptaszysko ożyło w rudawej czuprynie.
Prostując czarne skrzydła, wyległo spod złocistych loczków.
Ostrymi szponami skalpując czaszkę, wykuło jałową pustynie.
I brodząc pazurem po głowie, wydziobało powieki znad oczków.
Purpurowa posoka z twarzy kobiety, pobudziła wypchanego futrzaka.
A głos z otchłani nakazał podejść do źródła ożywionej laleczce.
Demoniczna królowa magiczną formułą ochrzciła zwierzaka,
I drapiąc go po łbie, pouczała wskrzeszoną córeczkę.
Wzrok wygłodniałego lisa, prowadził ku pulsującej szyi szlachcianki.
Bestia wdrapując się po piersiach kobiety, wystawiła kły.
Kruczy dziób wyskrobał resztki z oczu hrabianki,
Zaś lisie zębiska, przerwały życiodajny cykl.
Śpiew z porcelanowej misy otulał gardła rozszarpywanie.
W ponurym odgłosie, ciało panienki bezwładnie zaścieliło posadzkę.
Trącone świeczniki, ogniem pokropiły kosztowne ubranie.
A radosne klaśnięcie demona, zamknęło piekielną schadzkę.
Dostojna dama zerwała się z przerażenia,
Jej pokój był w nienaruszonym stanie.
To tylko sen, nasze wspólne marzenia,
Jednak za oknem, usłyszała znajome krakanie..
0 komentarze:
Prześlij komentarz