Na przedmieściu
Świąteczny był dzień
I z mgły krzyk dobiegał pijanic.
Bezgłośne, wzdłuż bram, gdzieś w cień
Przemykał się oberwaniec.
Złowrogi i czarny,
Z drabinką krótką pod ręką
Obrotny się krzątał latarnik
I mruczał wesołą piosenkę.
Nad pąs złotych zmierzchów, w krąg
Wyrosły słupy kominów
I znieruchomiał kłąb
Spalonych na popiół dymów..
Świąteczny był dzień
I z mgły krzyk dobiegał pijanic.
Bezgłośne, wzdłuż bram, gdzieś w cień
Przemykał się oberwaniec.
Złowrogi i czarny,
Z drabinką krótką pod ręką
Obrotny się krzątał latarnik
I mruczał wesołą piosenkę.
Nad pąs złotych zmierzchów, w krąg
Wyrosły słupy kominów
I znieruchomiał kłąb
Spalonych na popiół dymów..
0 komentarze:
Prześlij komentarz